Pieśń miłosna J. Alfreda Prufrocka (T.S. Eliot)

Autor: . ., Gatunek: Przekład, Dodano: 28 lipca 2011, 14:41:01
[tekst został skasowany przez autora]

Komentarze (24)

  • zajrzę, zajrzę jeszcze, tu i tam :)

    • . .
    • 28 lipca 2011, 14:59:34

    O tak. Teraz deser brany powoli, słowo po słowie,
    aż komnaty morza otworzą się raz jeszcze, i jeszcze.

  • Już myślałam, że przyszpiliłam Dulębę we własnej osobie, bo początek jest taki sam, ale to niemożliwe, raczej byłby pan wnukiem Dulęby. W książce, którą mam wiersz ma pięć stron.

    • . .
    • 28 lipca 2011, 15:20:13

    Pani Wando, mały format pewnie. Czyżby Eliot według Ossolineum?

    Na pewno są różnice z Dulębą, bo nad tekstem pracowałem niezależnie (choć po przeczytaniu większości polskich tłumaczeń).

    • P H
    • 28 lipca 2011, 15:38:06

    :) Mi się podoba. Dobrze tu te rymy się prowadzą.

    W salonie panie chodzą to tu to tam,
    Rozmawiając na temat Michalangela.

    Ten fragment jest trudny do przetłumaczenia.

    In the room the women come and go
    Talking of Michelangelo.

    Myślę, że ostatnia zwrotka to głos syren. Ale taka opcja też jest frapująca. :)

  • Poezje wybrane Paxu Równolegle oryginały i przekłady. Ale Jałową ziemie, (taki tytuł, nie Ziemia jałowa) w przkładzie Miłosza przepisałam z mozołem w Bibliotece na Koszykowej z Twórczości

  • Alx, bardzo dobry przekład. Ja nie wiem, czy to już moje nadmierne czepialstwo, czy jaka cholera (!) - ale ja bym się interpunkcją pobawił, bo mi tam coś w kilku miejscach nie pasuje tak, jakbym to widział.
    Ale jest rytm, są rymy, jest dobrze.

    • . .
    • 28 lipca 2011, 22:25:35

    Pani Wando - jestem pod wrażeniem, jeśli chodzi o poświęcenie dla tekstu poetyckiego. Chyba dla szansy, że taki ktoś, jak Pani przepisująca, i takie zdarzenie, że ktoś przepisuje ręcznie, się zdarzy, warto pisać.

    Eliotowi było warto :) Ja sam kiedyś przepisywałem ręcznie Cummingsa z materiałów Teatru w Zakopanem.

    • . .
    • 28 lipca 2011, 22:29:09

    Panie Łukaszu, dziękuję :) Ten tekst powstawał przez wiele lat (oczywiście z przerwami), miał liczne warianty. Możliwe, że coś się da powalczyć z interpunkcją. Podczas ostatniej redakcji trzymałem się dosyć mocno interpunkcji oryginału (oczywiście, biorąc poprawki na różnice w języku polskim i angielskim), ale zapewne przyjrzenie się samemu tokowi wypowiedzi po polsku, bez zerkania na tekst angielski może przynieść zmiany w kierunku upłynnienia tego przekładu.

    • . .
    • 28 lipca 2011, 22:29:26

    Saro, ukłony :)

    • . .
    • 28 lipca 2011, 22:29:39

    Panie Antku, miło mi będzie :)

    • . .
    • 29 lipca 2011, 11:30:30

    Panie Pawle, cały czas się zastanawiam nad tymi syrenami...

  • "Zakłócić świat?"
    - pamiętam to jako "Wrzechświat niepokoić?" i jest mi bliżesz (może przez zasiedzenie). zwieloma zwrotami (początek!) jest podobnie.
    jest mi bliższe, bo ten poemat, który bardzo lubię, przeczytał po raz pierwszy właśnie w tamtym i... polubiłem... cholera, nie pamiętam czyje, które zaczyna się od:
    "Idźmy więc ty i ja,
    Kiedy wieczór na niebie rozpostarty trwa
    Jak pacjent eterem uśpiony na stole."

    zresztą obserwując pańskie tłumaczenia, Panie Alx, najbardziej interesujące (i zaskakujące) są dla mnie różnice w podejściach - w życiu bym tego tak nie przetłumaczył - to co Pan podkreśla: rymy, rytmy, akcenty, ale przede wszystkim anachronizmy, to są rzeczy, które podlegają twórczej swobodzie tłumacza, gdy tak wielkie i trudne do oddania tematy w poezji ELiota, kgtóry, jak wiemy, operował ni ebardzo skomplikowanym językiem, ale precyzyjnie, z żalazną konsekwencją wydobywania wszelkich możliwych znaczeń ze słów, zbitek, zdań; cytując, nawiązując, tworząc... więc lepiej, moim zdaniem, pozostać wiernym precyzyjności, niż czemukolwiek innemu...
    np. "michaelangelo" jest dla mnie nadwyżką - to ładne i zgrabne, ale ironię (losu?) zmienia w odautorską kpinę, komiczność (tragikomiczność? tragiczny kontekst dla rozważań peela?) tej frazy w farsę.
    granica jest tak cienka, że być może jej nie widać :)
    a ja przesadzam w ramach mikroskopu.
    pozdrawiam
    ps: niech Pan nie kasuje jeszcze tego tekstu - postaram się zajrzeć jeszze, porównać dokładniej z oryginałem.
    ciekaw jestem również, czy Pan mógłby coś opowiedzieć... opowie Pan? może to nietypowe, ale ja bardzo lubię wywiady z tłumaczami :)

    • . .
    • 01 sierpnia 2011, 12:52:19

    Teraz w biegu, nawiążę do Michalangela. Tutaj akurat Eliot zastosował chwyt, który zaczerpnął od modernistów francuskich: połączenie w parę rymową wyrazu prozaicznego (go) i nadzwyczajnego (Michalangelo). To po angielsku nie brzmi jak subtelna ironia dla czytelnika, który jest wysublimowany. To po już po angielsku wali po oczach. Stąd wszelkie warianty idące w swojskiego Michała Anioła brzmią dla mnie jak pogwałcenie intencji autora. Dopiero skojarzenie, że Michalangelo Anonioni to taki sam Michał Anioł jak Buonarotti i wychwycenie tej modalności w używaniu tego włoskiego dwuimienia spowodowało, że ten ustęp Prufrocka dla mnie zabrzmiał jak powinien. Właśnie dopiero słowo "Michalangelo" jest wskazówką, że te panie na balu są totalnymi snobkami, co we wcześniejszych tłumaczeniach się rozmywało (łatwo było pod ten dwuwers podłożyć, nie znając oryginału, interpretację prostolinijną, którą dopiero potem się weryfikowało różnymi tościkami, poduszkami, nieotymami itp.)

    • . .
    • 01 sierpnia 2011, 12:53:14

    Jeszcze wrócę tutaj, tylko potrzebuję mieć pod ręką swoje notatki.

  • rozumiem, o co chodzi,
    ale u Eliota to jest jak z piosenki pop, a w Pana tłumaczeniu skręca w stronę "mydełka fa" - nie piszę o jakości - ale o tym, jaki ma wyraz.

    nie chodziło mi o "subtelną" ironię, ale o ironię "gogolowską" odległą od kpiny - która poza negatywnym nacechowaniem równie dobrze może być nośnikiem miłości... ironię formanowską? wiem, że późnemu eliotowi daleko do tego, ale u tego trochę wcześniejszego (właśnie w prufrocku, agonistesie, czy ziemi) to jest dla mnie najcenniejsze.

    bo te kobiety "talking bout m.a." to później "Wtem budzą nas głosy ludzkie i toniemy." - więc, moim zdaniem, masochistycznie samoświadomy prufrock (idąc już tropem psychologicznym - ważnym w tym utworze) nie pozwoliłby sobie na... kpinę - bo to by była autkpina, a od tego jest daleki, od tego fragment o hamlecie, o łysinie...

    chyba ten ostatnie akapit zwraca się przeciwko mojemu wywodowi, więc zakończę pozostając przy wcześniejszych.

    inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć - możliwe, że Pan się ze mną nie zgadza :)

    • . .
    • 01 sierpnia 2011, 21:59:03

    Zaraz, zaraz, ale przecież moje rozwiązanie nie wyklucza odczytu gogolowsko-formanowskiego.

    • . .
    • 01 sierpnia 2011, 22:06:25

    "Idźmy więc, ty i ja"

    To zapewne Michał Sprusiński.


    "rymy, rytmy, akcenty, ale przede wszystkim anachronizmy, to są rzeczy, które podlegają twórczej swobodzie tłumacza,"
    Tak, podlegają swobodzie tłumacza, ale nie powinny być ignorowane. Zadaniem tłumacza jest znaleźć ekwiwalent. Jeśli istotną częścią kompozycji jest brzmienie, to odsunięcie się od niego jest istotnym zaniedbaniem. To jest moja dewiza. Dlatego jeśli w analizie wyjdzie mi, że brzmienie jest istotne dla utworu, to staram się to brzmienie przenieść.

    • . .
    • 01 sierpnia 2011, 22:18:35

    Oczywiście nie mechanicznie przenieść. Staram się je zrozumieć i wtedy jakoś przenieść.

    • . .
    • 01 sierpnia 2011, 22:49:22

    Zastanawiam się jeszcze nad tą ironią formanowską. Dla mnie ten wiersz, "Pieśń miłosna...", jest wierszem o ambicji do bycia kimś wielkim skonfrontowanej z rozmienianiem się na drobne w codzienności. Jest o tym, że te wszystkie tościki i łyżeczki do kawy tak nas ładnie uklepują, a chciałoby się zrobić coś wielkiego. Ale także o nieadekwatności bycia świadomym rzeczy wielkich, poważnych i doniosłych (dziś: wojna w Afganistanie i Iraku, obozy koncentracyjne w Korei Północnej, masowe groby na Bałkanach) oraz nieodpowiedniości codziennego życia w stosunku do nich. To są główne linie napięcia tego tekstu.

  • nie wyklucza.

    tak, Sprusiński.

    dla mnie linie napięć biegną od: gardzę potocznością,
    do: szanuję ją, bo inaczej skazałbym siebie na taplanie się w chlewie,
    gdyż nie mogę uciec od tej potoczności.
    - to "chamskie" uproszczenie oczywiście, bo mistrzostwo Eliota polega na zacieraniu i odsłanianiu płynnych w swej istocie granic.

    lubię to, że Pana podejście jest inne.

    • . .
    • 02 sierpnia 2011, 20:11:52

    Dla mnie to jest trochę takie "szanuję, bo muszę" i "szanuję, bo nie umiem inaczej", "szanuję, bo tak czuję się bezpiecznie", a jakoś ustawia ten tekst moim zdaniem opozycja
    - Czy się odważę zakłócić świat?
    vs
    - Odważę się brzoskwinię zjeść?

    Ale może nie warto doprowadzać tej opozycji do sedna tego tekstu. Te linie napięcia są oczywiście ważne, ale tekst jest generalnie o braku zdecydowania, o jego konsekwencjach, o konsekwencjach podjęcia decyzji, ale też i o braku konsekwencji :)

  • ma Pan rację, Panie Alx :)

DODAJ KOMENTARZ: Skasowanych treści nie można komentować